Join for FREE | Take the Tour Lost Password?
Shop deviantART for the
holidays and save BIG!
Click here! :holly:
[x]

deviantART

:date:
 


Podeszła do okna. Wciąż wpatrywała się w wąski sztylet. Ostrze kusiło... Mroczny magnetyzm śmiertelnej broni przyciągał i ją. Westchnęła cicho, ale i tak usłyszał.
- Nie dowiem się, prawda?
- Nigdy - rzekła przez zaciśnięte usta. Uniosła ostrze do oczu. - I nawet tego nie mogę zrobić...
Nie zważając na niego, jednym szybkim ruchem przecięła żyły w swoim prawym nadgarstku. Jedna kropla krwi spłynęła jej po dłoni i rana zniknęła.
- Co zrobisz, jeśli kiedyś nie uleczy się?
- Ucieszę się.
- Dziewczyno, zastanów się nad tym! Rozmawiasz ze mną, panujesz nad sobą tak doskonale, gdybym nie wiedział... A mimo to, nie możesz o czymś zapomnieć i usiłujesz podciąć sobie żyły, tak!? - krzyknął nagle. Odwróciła się w jego stronę.
- Co ty możesz o tym wiedzieć? O tym, co tam przeżyłam? Co zobaczyłam? W najlepszym wypadku nic - wzdrygnął się, gdy otworzyła oczy. Zawsze miała je lekko przymknięte, długie rzęsy kryły otchłań jej oczu. Były idealnie czerwone niczym krew. Podejrzewał, że ma to jakiś związek, ale nigdy niczego mu nie powiedziała. Nigdy nic nie mówiła. On podobnie, lecz i tak wiedziała. Oddałby za nią życie i nie wątpił, że postąpiłaby podobnie, ale co miał zrobić, gdy sama chciała je sobie odebrać? Nie wiedział, co stało się w tamtym świecie... Coś, co poruszyło ją do głębi... Co sprawiło, że zimna krew kobiety zniknęła. Ostatnio ciągle bawiła się magią i mieczem. Śmiertelną magią i nieziemsko ostrym mieczem.
- Moira, proszę cię. Przestań już - rzekł cicho. - Co spowodowało, że po takim czasie wciąż chcesz się zabić?
- Nic! - krzyknęła. Odwróciła się i ukryła twarz w dłoniach. Zostawił ją samą. Znali się zbyt długo, by próbował ją uspokajać lub pocieszać. Nawet nie wiedział, co...

- Mój rozkaz brzmiał nieco inaczej, czyż nie?
- Panie, i tak zginie. Sama to zrobi.
Władca z rozmachem uderzył w stół.
- Nie ma zabić siebie! - warknął. - Niezależnie od tego, co zrobiło jej Lustro... Nie może zabić się sama! Zrób z tym coś.
- Tak, panie.

Usłyszała zamykane drzwi i dopiero wtedy jej żelazne opanowanie dało spokój. Opadła na kolana. Wciąż miała przed oczami martwe ciało małej dziewczynki. Wciąż czuła ten sam ból. Opanowanie, dobre sobie. Co zmienia to, że inni nie widzą jej emocji? Ona to czuła. Może śmierć jest ucieczką, ale było jej to obojętne. Przecież to nie był jedyny powód... Ludzie chcą zdobyć nieśmiertelność. Ci, którzy ją posiadają, przeklinają ją. Gojące się rany, niezbyt zabójcze trucizny. Znała kilka sposobów na własną śmierć. Nawet więcej niż kilka. Żadnego, by mogła zabić się sama. Uśmiechnęła się gorzko. Ludzie mdleli ze strachu na widok Karmazynowej Pani. Zawsze o krok przed samą śmiercią, zawsze zabójcza. Skrytobójczyni bogów... A nie potrafiła zabić siebie.
- Cóż to za myśli, Moiro? - zapytał ktoś. Podniosła wzrok. Wysoki mężczyzna stał obok z rękami opartymi o biodra.
- Mam skrócić czyjeś życie?
- Możesz to nazywać jak chcesz. Cóż, raz wykonaj za mnie wyrok.
- Znudziłeś się? Powiedz mi, co konkretnie, wtedy odpowiem.
- To coś innego. Nie znudzenie, ale nie chcę tego robić sam. Jakiś mężczyzna, niszczenie świata. Tylko wygląda, jak mój brat.
- Oczywiście. Nie przeżyje następnej doby - rzekła beznamiętnie.

Rzeczywiście podobny, stwierdziła. Siedziała na gałęzi drzewa przed domem ofiary. Młody mężczyzna miał niebieskie, przenikliwe oczy i brązowe włosy. Jak milion innych na tym świecie. Odróżniały go specyficzne rysy. Wysokie kości policzkowe i duże oczy nie były spotykane często. Do tego dochodziła ciemna cera.
Włożyła rękę do kieszeni i wyjęła długi, ale o cienkim ostrzu, sztylet. Zaczekała aż podejdzie do okna. Po chwili ostrze poszybowało prosto w serce mężczyzny. Nawet nie zauważył go, dopóki nie poczuł przeraźliwego bólu w klatce piersiowej.
Zbyt łatwo, pomyślała nagle. Jej ciało zareagowało automatycznie, bez udziału umysłu, przecież inaczej nie wykonałaby nawet ruchu. Odwróciła się i odchyliła w bok, fala zaklęcia przeszła obok niej. Zaklęła pod nosem, żałując odruchu i wiedząc, że niezależnie od wszystkiego, zginąć w czasie zadania nie może. Nie dostrzegła nikogo, stwierdziła więc, że to normalna magia ochronna tego miejsca. Ruchem ręki rozproszyła resztę osłon i zwinnie przeskoczyła na fasadę budynku. Ignorując otwarte okno, manewrując na wąskim murku, przeszła na drugą stronę domu. Był środek nocy, więc inni mieszkańcy osiedla pewnie spali, zresztą dom był położony dość daleko od głównej ulicy, ale i tak skryła się pod osłoną niewidzialności. Poruszała się bezszelestnie dzięki wiekom praktyki, niezależnie od ilości noszonej broni lub zaklęciom. Nie zaprzątała też sobie głowy tamtym sztyletem. Magiczna broń niedługo do niej wróci, a poza tym miała jeszcze mnóstwo innych ukrytych ostrzy. Dotarła na tył budynku. Tak jak się spodziewała, znajdował się tam balkon. Był zamknięty, ale długa igła załatwiła sprawę. Pan domu chyba ciągle spał, nieświadom śmierci sobowtóra i reakcji osłon. Przypomniała sobie informacje o nim. Całkiem potężny mag, dobrze zabezpieczony, ale lubi spędzać czas na hucznych przyjęciach. Cóż, tym lepiej dla niej. Wielki dom był całkiem pusty. Podejrzane, uznała, jednak szła dalej. Ufała swym osłonom i jakby wbrew wszelkiej logice z wyczekiwaniem szukała pułapek. Znała cenę, ale to nie były już tylko chłodne kalkulacje. Zatrzymała się w pół kroku,  zauważywszy pęknięcie w marmurowej podłodze. Minimalna szpara była prawie niedostrzegalna, ale była. Nagle przypomniała sobie słowa Yia i przystanęła. Już ostrożniej zdjęła pułapkę i poszła dalej. Zaiste, nie ma na świecie niczego niebezpieczniejszego niż skrytobójca, który nie ryzykuje niczym i nie boi się utraty swego życia. Coś w podświadomości ciągle mówiło jej, że jest zbyt łatwo, że tak potężny mag powinien zabezpieczyć się lepiej. Kolejny raz zatrzymała się w pół kroku. Wyglądała jak zwykły człowiek, ale była znacznie lżejsza, więc może... Potężny i głupi, stwierdziła, podważywszy sztyletem płytę. Już przestała liczyć zaklęcia nacisku, które nie reagowały pod jej stopami. Przyzwyczajenie uśpiło odporność, więc nawet przestała to automatycznie sprawdzać. Usłyszała ciche kroki i odwróciła się. Mężczyzna lekko się zdziwił, stwierdziwszy, że go dostrzegła.
- Lirr - mruknęła. Ostatnio zbyt często odwiedzały ją postacie z przeszłości.
- Pamiętasz? Jak miło. Tym razem, wybacz, nie dam ci wyboru. Zginiesz i tak - dodał cicho. Wyciągnął miecz. Przechyliła głowę i przypatrywała mu się z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Chcesz mnie zabić? Cóż, dzięki. Zaczekaj tylko chwilę - dodała. Własnym ostrzem nakreśliła na skórze dłoni specyficzny pentagram, potem na drugiej ręce. Rzuciła ostrze w jego stronę, złapał je automatycznie, ze zdziwieniem przypatrując się jej ruchom. - Tym będzie ci łatwiej.
- Naprawdę, Karmazynowa Pani? Co pokazało ci Lustro...? - zamyślił się. Podszedł do niej na odległość kroku. Nawet nie drgnęła. Z dłoni spływały jej wąskie smużki krwi, ale chyba nie zwracała na to uwagi. Zauważył, że jej oczy są otwarte, jak nigdy. Nie wiedział, że całą moc wkłada w zatrzymywanie własnych zaklęć obronnych i tylko dlatego dziwne kręgi wciąż znajdują się na jej ciele. Spojrzał na ostrze i przyłożył jej do piersi. Ciągle stała nieruchomo. Wyprostował rękę. Ostrze przeszło przez skórę, najprawdopodobniej przebiło jej serce.
- A już myślałam, że mi się nie uda - wyszeptała jeszcze. - Dzięki... Aini ru weiro - wyszeptała jeszcze inkantację.
Osunęła się na podłogę.

- W końcu cię dogoniłam - wyszeptała blada jak ściana kobieta. Moira uśmiechnęła się lekko.
- Doskonale wiesz, czemu, więc...
- Już, już. Daj mi zapamiętać tę chwilę, Karmazynowa Pani - słysząc swój przydomek, skrzywiła się lekko.
- Naprawdę myślałam, że jest daltonistą - mruknęła. - Krew jest szkarłatna, podobnie jak moje oczy. Skąd ten karmazyn?
- Nie przerażaj mnie, Moiro. Nieczęsto widzi się twe oczy, nie jestem przyzwyczajona - dodała tamta. Opierała się na wysokiej kosie, wpatrując w pentagramy na rękach drugiej kobiety. - Mogę?
- Powinnaś wiedzieć lepiej niż ktokolwiek inny, że człowiek, który się zabił, nie zrobił tego po to, by na granicy rozmawiać ze Śmiercią.
- Sama sobie przeczysz - zauważyła. - Jaki człowiek? Chyba nie mówisz o sobie. Granica dla ciebie nie istnieje.
- A więc obejrzyj te kręgi i...
Dziewczyna uniosła dłoń Moiry do góry. Spojrzała na idealnie proste linie.
- Jestem pełna podziwu. Doskonałe. Mogłoby trafić do podręczników - rzekła cicho. - Powiedz mi jeszcze jedną rzecz... Lustro coś ci pokazało, nie wiem, co dokładnie. Dlatego chciałaś się zabić?
- To, co pokazuje Lustro... To prawda?
- Idealne odbicie którejś rzeczywistości... Zawsze pokazuje rzeczy, które ranią najbardziej, okrutne narzędzie. Tak, prawda.
- A więc, poza wszystkim, spełniam obietnicę. Istnieje jedna wymiana, życie za życie, czyż nie? Zawsze przyjmowałaś jedynie tę zapłatę.
- Dawniej twoje mogłoby wskrzesić całe Zaświaty, ale te zasady się nie zmieniły. Życie za życie. Dobrowolnie oddane za każde przywrócone. Nie przepadam za zamordowanymi duszami. Obietnica, mówisz. Zapominasz, że znam całą przeszłość tego świata. Przejechałaś ostrzem po ręce, nie z pełną logiką, lecz z rozpaczą.
- Była dla mnie jak córka... - szepnęła.
- A więc wybacz mi zatrzymywanie cię. Nie powiem żegnaj, bo na pewno cię odwiedzę - dodała. - Ach, zapomniałabym. Nie wątpię, że on zginął, jak?
- Mój sztylet ma kilka przydatnych właściwości... Zapominasz, ile mam lat.
- Naucz się używać czasu przeszłego - powiedziała nagle Śmierć. - A ja nie jestem ucieczką. Pamiętać będziesz całe swoje życie, każdy kawałek... Zresztą, tym zajmę się potem. Wiesz wszystko, nie znasz podstawowych zasad... Ciekawie będzie cię tu gościć... Imię?
- Miriam.
Ujrzała światło i małe dziecko. Biegało pośród łąk. Rozbłysk przygasł. Dziewczynka wbiegła do domu.

***

- Nie! - krzyknął Agon, słysząc jego słowa.
- To jej wybór. Lecz skoro tak bardzo tego pragniesz... - rzekł bóg.

***

- Cześć, Miriam - zawołała do dziewczynki. Mała już do niej biegła, więc uniosła dziecko do góry. Z domu wyszedł szczupły elf.
- Witaj - uśmiechnął się. Odpowiedziała po chwili, przypatrując mu się.
- Co cię martwi?
- Znasz mnie stanowczo zbyt dobrze. Jak myślisz? Cienie upominają się o nią...
- Ona przesadziła, pamiętam. Nie martw się o Miriam. Nic się jej nie stanie. Obiecuję ci to. Mogę wręcz powiedzieć, że ręczę życiem. Miriam będzie cała i szczęśliwa.
- Moira, zakładam, że wiesz, co mówisz, więc dzięki... Zabiłbym się, gdyby jej się coś stało.
- Raczej ja. Nic się z nią nie stanie, nic. Naprawdę... Ale porzućmy już te ponure tematy. Miriam, opowiesz mi coś? - zwróciła się do dziecka. Jak wiele razy wcześniej, i teraz chciała nie widzieć czarnego kółeczka na jej policzku, małej pamiątki po matce, ale ono nieubłaganie rzucało się jej w oczy, jakby specjalnie przypominając o zasadach Czarnej Gildii.

Teraz zobaczył łąkę, ale zamiast zwykłego bezpiecznego krajobrazu dostrzegł czerwone trawy. Pośrodku wypalonego kręgu leżała martwa dziewczynka.

- Wiesz, że Moira miała siostrę? Ona została skrytobójczynią, jej siostra weszła w mrok. Później zakochała się w tym elfie, miała dziecko. Miriam. Musiała odejść, żeby dziewczynka przeżyła, Moira była dla niej jak matka. A "jej" dziecko zginęło... - zakończył. Mężczyzna zakrył usta dłonią.
- Nie mówiła ci o tym, wiem. Nie chciała cię narażać ani obciążać.

***

Podtrzymała chwiejącą się Moirę.
- Co się stało?
- Utrzy... Utrzymywanie pentagramów nie jest takie łatwe - wyszeptała. Śmierć popatrzyła na nią z niedowierzaniem.
- Cały ten czas wiązałaś je tylko własną mocą? Jesteśmy już w moim królestwie, a ty wciąż mnie zadziwiasz... Chodź, powinnaś odpocząć. Mam nadzieję, że poza czerwienią lubisz czerń, to główny kolor w moim domu.
- Twoim?
- Nie mogę cię tu zostawić w takim stanie. Zbyt dużo dusz wyprawiłaś tu własnoręcznie. Będę się nudziła, dopóki nie wrócisz... Nic nie mów, obie wiemy, że w końcu zaczną cię potrzebować. Nikt cię nie zastąpi, Karmazynowa. Chodźmy już, zanim zemdlejesz. Byłaś tu wcześniej?
- Kilka razy.
- Podobnie, czyż nie? Jesteśmy pod bramami miasta i, niestety, przez nie musisz przejść na własnych nogach. Pójdę z tobą, to jedno ze skupisk twoich znajomych... Wiesz, że wśród czarnego świata powodem do dumy jest być zabitym przez ciebie? Co nie zmienia faktu, że mieliby ochotę się zemścić. Moira, nie mdlej. Zaczekaj na drugą stronę miasta, stamtąd mogę cię zabrać.
Dziewczyna wolno skinęła głową.
- Weź to, zaczynam naprawdę się o ciebie obawiać - podała jej kosę.
- Żeby było ze mną aż tak źle... Cóż, dzięki, postaram się dotrwać.
Ruszyła za mroczną władczynią w kierunku bramy. Była otwarta albo otworzyła się przed nimi, nie zauważyła. To coś więcej niż zmęczenie, przyszło jej na myśl. Miasto przepływało obok niej, nie wpadając w pamięć.
- Karmazynowa Pani, pamiętasz mnie!? - zawołał ktoś. Siłą woli nakazała sobie normalną postawę. Spojrzała na mężczyznę. Wydawał się jej znajomy, pewnie kiedyś ktoś wydał na niego wyrok. Podniósł się i zmierzał w jej kierunku. Wyciągnęła przed siebie kosę. Zatrzymał się w pół kroku, widząc zarówno nietypową broń jak i Śmierć stojącą za nią. Ta ostatnia uśmiechnęła się samymi ustami. Człowiek cofnął się, spłoszony. Moira powoli poszła dalej. Już bez problemów minęły ostatnią bramę. Oparła się o mur i pochyliła głowę. Śmierć chyba coś do niej mówiła, nie słyszała. Potem była już tylko ciemność.

Śmierć zrozumiała. W jednym przebłysku wspomnień zobaczyła błąd perfekcyjnej zwykle Moiry. Westchnęła, przewidując przyszłość. Przejechała dłonią nad twarzą nieprzytomnej kobiety, usiłując ją obudzić. Zatrucia powietrzem tego świata nie należały do łatwo leczonych rzeczy, a jeśli jej odporność zmalała do tego stopnia... Zmarli tego nie doświadczali. W końcu się zniecierpliwiła i użyła swojej prawdziwej mocy. Moira otworzyła oczy.
- Wiem, że jesteś w stanie to zrobić, więc choćby na kwadrans weź się w garść.
- Przecież jestem przytomna.
- Ufam na słowo. Za wcześnie cię tu powitałam, Moiro - przyznała. - Nie należysz jeszcze do tego świata, choć już nie do tamtego. Zatrzymałaś się na granicy. On miał zbyt mało mocy, by cię zabić. Swoje osłony spętałaś sama, a w tym powietrzu jest zbyt dużo śmiertelnej mocy. I za mało, by cię zabić - dodała cicho.
- A więc rozwiązanie jest chyba proste? Miriam jest cała i tylko na tym mi zależało. Dokończ dzieła, Avinyo.
- Lekko przesadziłaś - szepnęła, słysząc to imię, ale po chwili kontynuowała zwykłym tonem. - Poza mną mógłby to zrobić Agon, ale obie wiemy, że nie przełamałby się. Jeśli naprawdę chcesz... To nie będzie przyjemne.
- Po prostu to zrób.
Śmierć zniknęła, aby chwilę później powrócić, trzymając sztylet Moiry.
- Oszczędzę ci mojej kosy... Wstań, granica czeka.
Cicha kraina bez mieszkańców, kolorów. Dwie kobiety stanęły pośród drzew. Czerwone oczy jednej z nich były jedyną rzeczą w kolorze innym niż czerń lub biel. Stanęła prosto i opuściła ręce wzdłuż ciała. Druga przejechała ostrzem sztyletu przez swoją żyłę, aż zmieniło kolor na karmazynowy.
- Dobrze wiedzieć, masz krew... Tak, jestem gotowa.
Śmierć przebiła jej serce sztyletem i wyszarpnęła ostrze. Karmazynowa Pani opadła na kolana, czując paraliżujący ból w całym ciele. Straciła przytomność, w końcu nie mogła już umrzeć.

***

- Ona naprawdę to zrobiła - wyszeptał osłupiały elf. - Naprawdę...
Przytulił dziewczynkę. Małe dziecko było uśmiechnięte i rozluźnione. Wreszcie wyglądała na szczęśliwą, ale zdawał sobie sprawę, że już nigdy nie zapomni tamtego widoku...
- Tato... Kiedy przyjdzie Moira? - zapytała. Zamknął oczy.
- Nie przyjdzie, kochanie. Już nie.
- Ale jak to? Widziałam ją przez chwilę...
- Za bardzo długi okres czasu, skrabie. Nie pytaj już.
Dziewczynka poczuła nagle jakąś pustkę. Z zamkniętych oczu wyrwała się jedna łza, chociaż przecież czuła się szczęśliwa przy tacie...

***

Mężczyzna powstrzymał się przed kopnięciem ściany. Lirr nie żył, ona zabiła się jego rękami... Wygrała nawet w tym ostatnim momencie, stwierdził z cieniem szacunku. Westchnął i wszedł do krypty. Może czas przeczekać następnych kilka lat...

Powoli zapadała noc. Słońce chyliło się ku zachodowi, oblewając cały świat karmazynowym blaskiem.
©2007-2009 ~Laire-shi
:iconlaire-shi:

Author's Comments

Nie wiem, co mnie podkusiło, by je tu wstawić^^

krytyka mile widziana --'

Comments


love 0 0 joy 1 1 wow 0 0 mad 0 0 sad 0 0 fear 0 0 neutral 0 0
:iconcarpe-jugulum:
dziecko! zabije Cie! jesteś tak do mnie podobna że nawet nie wiesz! (wiem, ze moge przesadzac, ale to troche impuls a poza tym wokol mnie sa same znaki XD) ja aktualnie pisze powiesć, podobne klimaty (nie przeczytalam jeszcze, ale zaraz to zrobie XD i musze przejrzec cala twoja tfurczosc) a moje ulubione imie dla postaci to własnie moira (jak dorosne to zmienie imie na: moira <3, amelia, adela XD)

--
"I'm not bossy. I just have better ideas."
:iconlaire-shi:
to idź i to przeczytaj xD
miło odnaleźć swojego sobowtóra na devie :aww:

możesz jeszcze Kloto, Lachesis albo Atropos (nie pomyliłam się, mam nadzieję;) xD

--
Sorry for my English, I know it's terrible ;] If you can, correct me, please :)

98% of teenagers do or has tried smoking pot. If you're one of the 2% who hasn't, copy & paste this in your signature.

[link]
:iconcarpe-jugulum:
a to jest ciąg dalszy czegoś?

--
"I'm not bossy. I just have better ideas."
:iconlaire-shi:
Nie, czemu?

--
Sorry for my English, I know it's terrible ;] If you can, correct me, please :)

98% of teenagers do or has tried smoking pot. If you're one of the 2% who hasn't, copy & paste this in your signature.

[link]
:iconcarpe-jugulum:
bo to jest bosskie ^^ i wiesz... przeczytałam wczoraj początek i dzisiaj miałam natchenienie :)

--
"I'm not bossy. I just have better ideas."
:iconufnal:
Hem.

Przyznaję, że jestem pod wrażeniem.

Warsztatowo zdecydowanie nie jest to jeszcze poziom osiadania na laurach. Zwłaszcza na początku język jest... hmm... mocno nieporadny. Ale jest pomysł, jest fabuła - nawet jeśli nie do końca wszystko zrozumiałem, to i tak wizja do mnie wyraźnie przemówiła. A to chyba najważniejsze. No i jest to mimo wszystko dłuższa forma, a ja zawsze podziwiam tych, którzy porywają się na takową.

I chyba dlatego dam fava. O.

No i dlatego, że chyba przez Ciebie sam zacznę przelewać swoje dłuższe pomysły, na które nigdy nie miałem czasu i sił.

--
Dancing amongst shadows.

"Za nieobecnych przyjaciół, stracone miłości, starych bogów i porę mgieł. I niech każdy z nas odda diabłu co jego"
:iconlaire-shi:
dzięki ;)

--
Sorry for my English, I know it's terrible ;] If you can, correct me, please :)

98% of teenagers do or has tried smoking pot. If you're one of the 2% who hasn't, copy & paste this in your signature.

[link]
:iconlaire-shi:
Ta-ak. Staram się ćwiczyć. Co niestety nie znaczy, że mi to wychodzi...

Dziękuję!

Ja za to nie umiem pisać krótkich rzeczy...
No i mam nadzieję, że za jakiś czas zobaczę na devie jakieś Twoje długie teksty :) .

--
Sorry for my English, I know it's terrible ;] If you can, correct me, please :)

98% of teenagers do or has tried smoking pot. If you're one of the 2% who hasn't, copy & paste this in your signature.

[link]
:iconufnal:
Za rok, może sto...

--
Dancing amongst shadows.

"Za nieobecnych przyjaciół, stracone miłości, starych bogów i porę mgieł. I niech każdy z nas odda diabłu co jego"
:iconalixiel:
*wants more of this*

--
When I die, I will not see myself die, for the first time.

Details

September 12, 2007
23.0 KB

Statistics

37
5 [who?]
458 (0 today)
2 (0 today)

Site Map